|
Andnej Bukrak, obok brata Krzysztofa, to czołowy wyczynowiec w sporcie wędkarskim. Podejrzewam, że jeszcze bardziej związany z tą dyscypliną, gdyż jest producentem poszukiwanych spławików oraz czuwa nad karierą sportową swojego syna Pawła. Jak długo trwa Pana przygoda z wędką? Ma Pan bogatą kolekcję pucharów, dyplomów, medali. Które z nich są najważniejsze? Przygodę z wędką rozpocząłem jako dwunastoletni chłopak, było to w 1972 roku. Wystartowałem na zawodach kołowych, wygrał co prawda mój starszy brat Krzysztof, pamiętam jednak moje przygotowania do tych zawodów. W towarzystwie ojca młotkiem rozbijałem ususzoną bułkę, dosypywałem spożywczego barwnika i z pewnością jeszcze jakieś tam specyfiki. Tym się nęciło. Utkwił mi także w pamięci mój start jako młodzik w zawodach morskich, które odbyły się na sopockim molo.
Startuję bez przerwy od wielu lat, często z sukcesami. Mam sporo pucharów, które zdobią moje mieszkanie, przeróżne medale wyeksponowane w przedpokoju oraz plik dyplomów. Które sprawiły mi największą radość? Z pewnością puchar syna Pawła, który wygrał tegoroczne Mistrzostwa Polski w kategorii kadetów w Opolu, a także moje puchary; które zdobyłem wygrywając zawody z serii Grand Prix okręgu warszawskiego i Polski. Najbardziej cenię sobie trofea w tej kategorii, gdyż są one sumą wyników kilku zawodów i nagradzane na koniec sezonu wędkarskiego. Należy Pan od lat do czołówki wędkany wyczynowych w Polsce. Proszę wymienić chociaż kilka swoich osiągnięć sportowych. Byłem mistrzem Polski w kategorii juniorów. Dwukrotnie stałem na podium na Mistrzostwach Polski w kategorii seniorów zdobywając brązowe medale, czterokrotnie zająłem czwarte miejsce. Łowiąc na Wiśle trzy razy wygrałem mistrzostwo okręgu warszawskiego. Kilkakrotnie byłem mistrzem koła numer 21 w Wołominie. Kilkanaście razy z sukcesami startowałem w zawodach wędkarskich w Pradze i Berlinie. Cztery razy reprezentowałem nasz kraj na Mistrzostwach Świata i jeden raz na Mistrzostwach Europy; Najlepszy wynik w tej randze zawodów to czwarte miejsce w sektorze we Włoszech. Kończy się sezon spławikowy; wnet zacznie się podlodowy. Czy zimą odstawia Pan wędki? Lubię wędkowanie podlodowe. Szczególnie preferuje mormyszkę. Najlepszym naszym zimowym łowiskiem jest Zalew Zegrzyński. Startowałem trzykrotnie na jeziorach mazurskich na Mistrzostwach Polski, zająłem dwukrotnie trzecie miejsce. Jest Pan członkiem klubu wędkarskiego "Robinson Team". Czy zrzeszanie się wędkarzy w klubach jest konieczne? Jakie są obopólne korzyści? Byłem członkiem kilku klubów wędkarskich. W tym roku współpraruję z "Robinson Team". Każdemu wyczynowemu wędkarzowi zależy na przynależności klubowej. Dobra współpraca w drużynie prowadzi do większych osiągnięć. Sponsorzy wnoszą opłaty startowe na różne zawody ogólnopolskie, a także wyposażają swoją drużynę w zanęty, przynęty, często również w firmowy sprzęt. Zawodnicy ubrani w strój z logo sponsora reklamują go. Pana syn Paweł odnosi znaczące sukcesy w sporcie wędkarskim. Jednak młodzież nie garnie się do tego hobby. Dlaczego? W wieku 18 lat juniorzy przechodzą do kategorii seniorów. "Wyrosła" nam kołowa kadra juniorów. W nowym sezonie zostanie tylko Paweł i Marek Budziszewski. Mam jeszcze młodszego syna, na którego "wędkarską żyłkę" liczę, ale musi dorosnąć. Początkującej młodzieży w wędkarstwie koniecznie trzeba pomóc. Szczególnie nieodzowne jest zaangażowanie rodziców w zakup sprzętu i częste wyjazdy nad wodę, a także, by młody człowiek miał swego idola - wędkarza który pokieruje treningiem i zachęci do sportowej rywalizacji. Konieczna jest także współpraca z zarządem koła w szkoleniu i promowaniu młodego narybku. Jest Pan od niedawna producentem spławików. Czy można łowić tym, co zdobi wystawy w sklepach wędkarskich? W sklepach spławików jest bardzo dużo. Trzeba tylko umiejętnie wybrać odpowiednie do metody połowu - a to nie jest łatwe. Produkuję tylko spławiki wyczynowe od małych, bardzo czułych na ukleje, do dużych na wody bieżące. Łowię wyłącznic na własne spławiki. Jak prezentują się nasi zawodnicy na arenie międzynarodowej? Sponsorem kadry narodowej jest francuska firma "Sensas", która zaopatruje drużynę w najlepsze zanęty. Na naszym krajowym rynku dostępny jest sprzęt wysokiej klasy. Sprzętowo więc nie odbiegamy od wyposażenia kolegów z Anglii, Francji, WIoch. Brakuje nam przede wszystkim finansów na wyjazdy treningowe w celu rozpoznania łowiska, a także sprzętu łącznościowego do szybkiego przekazywania informacji na łowisku, na przykład telefonów komórkowych. Szybko przekazywane informacje od trenera do zawodników często decydują o wynikach na zawodach. Dziękuję za rozmowę. Wieści Podwarszawskie 45/1999 |